Ostatnio trafiło do mnie zlecenie instalacji systemu operacyjnego na zupełnie nowym komputerze. Sprzęt – jak to się mówi – „na wypasie”: wydajny procesor, aż 32 GB pamięci RAM i solidna karta graficzna, która mogłaby z powodzeniem obsłużyć zarówno wymagające gry, jak i profesjonalne programy do obróbki grafiki czy wideo. Krótko mówiąc, zestaw, który powinien działać jak marzenie.
Pierwsze podejście – Windows 11 bez konta Microsoft
Zaczęło się standardowo: instalacja Windows 11 bez logowania się na konto Microsoft. Wszystko przebiegało gładko… aż do momentu, gdy zajrzałem do Dziennika zdarzeń. Tam powitało mnie kilka niepokojących błędów systemowych. Niby drobiazgi, ale przy nowym komputerze taka sytuacja nie powinna w ogóle mieć miejsca.
Drugie podejście – tym razem z kontem Microsoft
Pomyślałem, że może system po prostu „kręci nosem” na brak konta Microsoft. Zainstalowałem więc Windowsa ponownie, tym razem logując się do usługi. Niestety, efekt był jeszcze gorszy – w logach pojawiły się zupełnie inne błędy, a do tego komputer zaczął od czasu do czasu serwować mi niebieski ekran śmierci (BlueScreen).
Diagnoza – winowajca ukryty w pamięci RAM
Czas przejść do diagnostyki sprzętu. Uruchomiłem wbudowane w system narzędzie Mdsched.exe (Windows Memory Diagnostic). Po teście okazało się, że jedna z kości pamięci RAM jest uszkodzona. Wystarczyło ją wyjąć, by komputer odzyskał pełną stabilność.
Finał – sukces po trzeciej instalacji
Po wymianie wadliwej kości RAM i ponownej instalacji systemu komputer działał bez najmniejszego problemu. Zero błędów w dzienniku zdarzeń, zero BlueScreenów – wreszcie tak, jak powinno być od początku.
Morał?
Nie zawsze to, co nowe i drogie, jest wolne od wad. Nawet świeżo wyjęty z pudełka sprzęt może mieć ukrytą usterkę. Dlatego, gdy coś nie działa tak, jak powinno – warto zacząć od sprawdzenia podstawowych elementów sprzętu, zanim zaczniemy szukać winy w oprogramowaniu.
